Przybywa insektów z zagranicy

zródło http://www.czasbrodnicy.pl/czasbrodnicy/1,93191,22093689,przybywa-insektow-z-zagranicy.html

Radosław Stawski
14.07.2017 12:28
.

. (Fot. Nadesłane: Zdaniem Adama Szulwica na naszym terenie od pewnego czasu przybywa różnego rodzaju insektów i ten problem należy niestety do rozwojowych. Zwalcza także niezwykle groźny barszcz Sosnowskiego)

Pamiętam, gdy z prośbą o poradę przyszedł klient. Po dłoniach rozpoznałem, że pogryzły go właśnie pluskwy norweskie, tymczasem dermatolog bezskutecznie leczył go na świąd - opowiada brodnicki specjalista od usuwania wszelkich insektów czy gryzoni, a nawet niepożądanych roślin. Jak usunąć niezwykle groźny barszcz Sosnowskiego, który mamy też w naszym powiecie? Brodnicki sanepid kieruje właśnie do Adama Szulwica

Na terenie Brodnicy od 29 lat działa firma pod nazwą "DDD Adam Szulwic". Jej właściciel wraz z pracownikami zajmuje się dość specyficzną branżą, bo dezynfekcją, dezynsekcją, deratyzacją i dezodoryzacją. Zwalcza więc to, co najczęściej budzi u ludzi pewien wstręt lub niepokój - bakterie, grzyby, pluskwy norweskie, wszy, owady, szczury, wołki, szkodniki zbożowe, niepożądane, przykre zapachy, a nawet przypadki parazytozy urojonej, fobii i natręctw związanych z owadami i insektami, których przybywa. Tego typu przypadłość, jak parazytoza urojona powoduje wrażenie, że po człowieku chodzą jakieś insekty, co powoduje drapanie aż do ran otwartych. Jak temu przeciwdziałać - to jeden z aspektów działania w tematyce "DDD".

Nawet z kuną można sobie poradzić

- Wykonujemy usługi w zakresie tępienia szkodników takich, jak szczury, krety, kuny oraz zwalczamy insekty w postaci pluskiew, karaluchów, os, szerszeni, czy komarów i kleszczy - wyjaśnia Adam Szulwic. - W tej pracy nie ma rutyny ani monotonii, a pracujemy bez względu na porę. Wymaga ona jednak szukania rozwiązań i stawiania dobrych, właściwych diagnoz. Tylko wtedy można usunąć i zwalczyć problemy, a bywa ich bez liku. Kilka przykładów? Otóż dzwoniła pewna pani, skarżąc się na pajęczaki, które obsiadły kury. Ktoś doradził, że sytuacja jest tak beznadziejna, że trzeba spalić kurnik. Tymczasem problem został przez nas usunięty w ciągu kilku minut. Po trafnej diagnozie można skutecznie zaradzić nawet w takich tematach, jak turkuć podjadek w warzywniku, muchy w oborach czy chlewniach lub zabezpieczenie pastwisk przed meszkami i gzami gryzącymi konie. Doliczyć do tego można również wyeliminowanie owadów z imprez plenerowych. Trudnym tematem jest również kuna domowa, która potrafi zagnieździć się pod dachówkami i stworzyć tam system korytarzy dla swojego potomstwa, przy okazji uszkadzając ocieplenie, hałasując, a przez znoszenie pokarmu powodując fetor przenikający do wnętrza. Tego typu problem narasta zwłaszcza przy wysokich temperaturach latem. Potrafimy jednak i temu skutecznie zaradzić.

Importowane pluskwy norweskie

Zdaniem Adama Szulwica na naszym terenie od pewnego czasu przybywa różnego rodzaju insektów i ten problem należy niestety do rozwojowych.
- Do 2014 roku problem pluskiew właściwie u nas nie występował. Jednak w związku z migracją zarobkową, zwłaszcza od euro 2014 i przyjeździe do kraju rodaków z zagranicy zaczynają pojawiać się i gnieździć insekty i owady, które tu wcześniej nigdy nie występowały - twierdzi Adam Szulwic. - Wiele z nich trafia do nas również spoza Europy. Przenoszone bywają w bagażu, w paczkach, przesyłkach lub na odzieży, a przemieszczają się również przez kontakt fizyczny. Przykładem jest tu pluskwa norweska. Pamiętam, gdy z prośbą o poradę przyszedł klient. Po dłoniach rozpoznałem, że pogryzły go właśnie pluskwy norweskie, tymczasem dermatolog bezskutecznie leczył go na świąd. Z mojej obserwacji wynika, że to właśnie z insektami będziemy mieli coraz większy problem. Nieznane gatunki trudno zwalczyć nie mając wiedzy na ich temat.
W usuwaniu tego typu patogenów, zarówno w mieszkaniach prywatnych, jak i w szpitalach, pomocna jest sterylizacja czystym ozonem (szczegółów można dowiedzieć się na stronie internetowej www.dezynsekcja.net.

Groźny barszcz Sosnowskiego

Kolejny trudny do zwalczenia problem sygnalizuje Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Brodnicy ostrzegając przed inwazyjnie rosnącym chwastem, zwanym barszczem Sosnowskiego. Trwa jego kwitnienie, które potrwa do października. Adam Szulwic, który zajmuje się jego rozpoznawaniem i zwalczaniem uspokaja, że w powiecie brodnickim dotąd ów groźny chwast występował punktowo, najczęściej w trudno dostępnych miejscach. Ale jednak występuje i trzeba na niego uważać. Tym bardziej że jego zwalczanie trwa aż 5 lat.
Jak rozpoznać wśród wielu chwastów groźny barszcz Sosnowskiego? Otóż ta roślina najczęściej wybiera sobie miejsca, gdzie może zapewnić sobie nienaturalnie wysoki wzrost do kilku metrów. Wzdłuż pędu wzrostowego widać wyraźnie podłużne, nieregularne, charakterystyczne paski, jakich nie ma żadna z występujących na naszym terenie roślin. Pod żadnym pozorem nie należy jej dotykać, a podczas upałów nawet się zbliżać. Objawy poparzenia występują po kilkunastu minutach od kontaktu z rośliną. Największe natężenie następuje w ciągu 30 minut do 2 godzin i nasila się w ciągu doby. Poparzenie podobne bywa do poparzenia termicznego - pojawiają się wtedy pęcherze z surowiczym płynem, a nawet głębokie rany. Gdy nastąpił kontakt z rośliną, a objawy jeszcze nie wystąpiły, warto wtedy obmyć skórę dużą ilością letniej wody z mydłem i wypić preparat wapniowy.

Barszcz w Bartniczce, Brodnicy, Osieku

- Najgroźniejsze w barszczu Sosnowskiego są kwitnące na biało kwiaty - ostrzega Adam Szulwic. - Chociaż nie wydają one zapachu, są bardzo groźne z uwagi na to, że latem wydzielają lotne olejki eteryczne, które są groźne na odległość. Pamiętam, jak w ubiegłym roku w gminie Bartniczka pewna pani w stroju kąpielowym przeszła przez nieużytki, gdzie poparzona została barszczem. Pękające i krwawiące bąble miała na całym ciele i trafiła do szpitala. Bywają też przypadki śmiertelne. Co robić, gdy już dojdzie do poparzenia? Otóż bezwzględnie jak najszybciej należy znaleźć cień, osłonić poparzone miejsca przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych i natychmiast wezwać pogotowie.
Zdaniem Adama Szulwica zwalczanie tego groźnego chwastu, atakującego na odległość, jest trudne i trwa aż 5 lat. Roślina może osiągać wzrost do 4-5 metrów. Gdy rośnie w pasie drogowym, który bywa wykaszany, za miesiąc lub dwa, roślina ponownie odrasta do wysokości ponad metra i nadal kwitnie. W praktyce więc należy co roku wstrzykiwać w chwast specjalistyczny środek chemiczny, który doprowadzi do martwicy korzenia.
- Łodyga barszczu Sosnowskiego jest w środku pusta, co bywa niebezpieczne, gdy ta roślina rośnie przy szkołach, ponieważ dzieci robią sobie z tej łodygi dmuchawki przy okazji parząc sobie usta, twarz i drogi oddechowe - wyjaśnia Adam Szulwic. - W tym roku zwalczamy półhektarowe skupisko barszczu przy szkole pod Ostródą. Szczególnie niebezpieczny barszcz bywa przy temperaturach bliskich plus trzydziestu stopni Celsjusza, ponieważ wydziela lotne olejki eteryczne, mogące porazić człowieka nawet z odległości. Unikajmy więc nienaturalnie wysokich chwastów z paskowaną łodygą i nie dotykajmy białego kwiatostanu. W naszym powiecie na razie nie wykryto większych skupisk tego chwastu. Występuje on na ogół punktowo, w trudno dostępnych miejscach, jak nieużytki, czy w Brodnicy - wały przeciwpowodziowe przy ul. Ogrodowej. Zwalczaliśmy też te rośliny w gminie Osiek. Nasza konsultacja botaniczna kosztuje 150 zł, potem ustalamy cenę na działania doraźne. Jeśli gminy i osoby prywatne chcą zaoszczędzić - w poradzie doradzamy, jak samodzielnie można zwalczyć barszcz Sosnowskiego.
Z firmą Adama Szulwica można kontaktować się pod nr. tel. 603 341 806.

Strażnicy zostali przeszkoleni

13 lipca 2015 r. brodniccy strażnicy miejscy wzięli udział w szkoleniu na temat rozpoznawania Barszczu Sosnowskiego. Uczyli się także jak postępować w przypadku poparzenia przez roślinę.
Na początku lipca straż miejska informowała o pojawieniu się na naszym terenie tej niebezpiecznej rośliny. Miejsca zabezpieczono, a zagrożenie zlikwidowano. Mimo to strażnicy wyszli z inicjatywą, aby zostało zorganizowane spotkanie, na którym uzyskają więcej informacji na temat Barszczu.
Szkolenie przeprowadzone przez Zakład DDD Adam Szulwic dotyczyło rozpoznawania Barszczu Sosnowskiego, zabezpieczania miejsca występowania, używania środków ochronnych oraz udzielania pierwszej pomocy w przypadku poparzenia przez roślinę. Na zakończenie szkolenia każdy ze strażników otrzymał certyfikat.
Straż Miejska ostrzega:
- Nie należy dotykać podejrzanej rośliny.
- Chronić dzieci, alergików i osoby starsze.
- Natychmiast powiadomić Straż Miejską dzwoniąc pod nr telefonu: 564984010 lub 564983229.

"Barszcz Sosnowskiego to roślina silnie zachwaszczająca teren, sprowadzona w latach 50 XX w. z Kaukazu do Polski jako roślina paszowa. Niestety nie sprawdziła się w tej roli i w tej chwili jest chwastem trudnym do zwalczania, zarówno chemicznie, jak i mechanicznie. Szybko rośnie na małej powierzchni, ma ogromne zdolności regeneracyjne. Barszcz Sosnowskiego występuje w miejscach nieużytkowanych przez człowieka – na odłogach, łąkach, przy drogach, wzdłuż brzegów jezior, w ogrodach, parkach, pastwiskach, na polach. Szczególnie niebezpieczny jest w okresie kwitnienia i owocowania, kiedy odnotowuje się wysoką temperaturę powietrza. Wtedy nawet pośredni kontakt z tą rośliną może doprowadzić do poparzeń skóry, ponieważ związki furanokumarynowe wydostają się z barszczu w postaci oprysków i osadzają się na skórze osób przebywających w pobliżu.
Objawy poparzenia pojawiają się od 30 minut do 2 godzin od kontaktu z rośliną. Na siłę reakcji ma wpływ wrażliwość skóry poparzonej osoby, a także słoneczna pogoda, wysokie temperatury i duża wilgotność powietrza (w tym także silne spocenie się).
Ponadto związki chemiczne zawarte w soku barszczu Sosnowskiego mogą wywołać:
- podrażnienia dróg oddechowych,
- nudności,
- wymioty,
- bóle głowy,
- zapalenie spojówek.
W ciągu 24 godzin nasilają się objawy w postaci zaczerwienienia skóry i pęcherzy z surowiczym płynem. Stan zapalny utrzymuje się przez 3 dni. Po tygodniu miejsce podrażnione ciemnieje i stan taki może utrzymać się przez kilka miesięcy. Miejsce na skórze zachowuje wrażliwość na światło ultrafioletowe nawet przez kilka lat. Po tym okresie czasu mogą pozostać widoczne blizny.
Po podejrzeniu o styczność z barszczem, należy dokładnie przemyć zaatakowane miejsce letnią wodą z mydłem i jak najszybciej skontaktować się z lekarzem. W tym czasie przynajmniej przez 2 doby należy unikać słońca – promienie słoneczne zwiększają stan zapalny i ryzyko powstania bardziej widocznych blizn.
Barszcz Sosnowskiego trudny jest do zniszczenia. Jeśli występuje na terenach uprawnych rolnikom udaje się go różnymi środkami z uprawy wyplenić. Ale na ugorach, czy w trudno dostępnych dolinach rzek jest to wielki problem" - informuje Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Brodnicy lek. med. Mirosław Grafiński

Foto: Adam Szulwic Zakład DDD

775455956196384348209930519545142234713315232

źródło www.brodnica.net link: http://www.brodnica.net/wiadomosci/10843

 

Napisali o nas - artykuł "Gazeta Pomorska"

link do artykułu
http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060804/POLECAMY/60804049

Z wykształcenia mechanik samochodowy,

z konieczności - pogromca os i szerszeni

Dodano: 4 sierpnia 2006, 15:09 Autor: BOGUMIŁ DROGORÓB, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Jest mechanikiem samochodowym. W drugiej branży działa niszcząco zadając śmierć - osom, szerszeniom, czasami pszczołom. Taka praca.

Adam Szulwic z Brodnicy czeka. Jeżeli nie ma telefonu, robi swoje w warsztacie samochodowym. Ale telefon zadzwoni, prędzej czy później. Najpierw delikwenci dzwonią do straży pożarnej, że podwiesiło im się gniazdo os. Strażacy kiedyś się tym parali, ale Adam Szulwic i jego ludzie z firmy mają większe możliwości. Wejdą tam, gdzie strażak się nie przeciśnie. Więc dyżurny strażak podaje namiary.
- Prawdę mówiąc, to oni sami mnie zachęcili, żebym się wziął za osy, szerszenie, pszczoły. Wcześniej zajmowałem się tylko komarami, muchami, innymi krwiopijcami. Robię to do dziś, ale od kilku lat dominują właśnie osy.
Cały dowcip polega ponoć na tym, żeby zniszczyć tzw. ślad feromonowy. Osy bowiem, podobnie jak pszczoły i szerszenie, zostawiają po sobie ścieżkę, którą podążają z najdalszych stron. Chemiczne uderzenie powoduje, że ten most im się urywa.
- A szerszeń przebije się przez półcentymetrowej grubości materiał. Żądło ma osiem milimetrów długości i wali nim po kilka, kilkadziesiąt razy. Nie zostawia go w ciele ofiary. Po prostu rąbie ile wejdzie. Na dodatek wstrzykuje substancję paraliżującą.

Wieczorem

- Czasami klient prosi, żeby przyjeżdżać natychmiast, w południe. Jedziemy z pracownikiem, likwidujemy gniazdo, a wieczorem gość dzwoni, że jest ich jeszcze więcej. Oczywiście, to tylko pozory. Osy odlatuje nawet na pięć kilometrów. Wracają wieczorem i kłębią się wokół dawnego gniazda i wtedy zaczyna się problem, trzeba działać.

Przyzwyczajenie

Osy, szerszenie, pszczoły przyzwyczajają się do zapachu domowników. Nie są dla nich groźne. Agresywne stają się, gdy do domu przyjedzie ktoś obcy, na party w ogrodzie, na grilla. Wtedy mogą zaatakować. Zaczynają atakować także wtedy i to każdego, gdy poczują jakiś nieznajomy zapach perfum, wody po goleniu, coś w aerozolu. Przyzwyczajenie do osoby, domownika, przestaje funkcjonować.
Podwórko, stare budki na drewno. Dzieciaki z ulicy Przykop w Brodnicy wyszły z piłką. Któryś trafił piłką w tą graciarnię. Nawet właściciel nie wiedział, że akurat tam osy zbudowały gniazdo. Po uderzeniu w drewniane wrota ruszyły wściekle. W szpitalu uratowano małych piłkarzy.

Na przystanku

- Pamiętam rój, który okleił wiatę przystanku autobusowego w pobliżu Bramy Chełmińskiej. Wyglądało to niesamowicie. A wszystko zaczęło się od stłuczonej butelki po syropie, ktoś ją tam podrzucił. Matka, zwabiona zapachem słodyczy, zasiadła pod wiatą, wkrótce wszystkie pszczoły. Cały rój zasiadł na przystanku. Tam jedna mnie użądliła.

Gniazda w ziemi

Bywają. Czasami na działce, w przydomowym ogródku, kręcą się przy ziemi. Chęć zniszczenia jest ogromna, tym bardziej że na takiej właśnie działce mamy jakiś sprzęt - łopatę, grabie, gracę. Albo konewkę z wodą. Zalewamy gniazdo, uważając, że już po wszystkim. A na to jeszcze wściekły atak łopatą. Wtedy reagują z jeszcze większą agresją i złością niż my. Człowiek przegrywa. W najlepszym razie wyjdzie z tego obolały, wiadro zamiast głowy, w najgorszym - śmierć. Tych ziemnych gniazd lepiej nie ruszać.
Ostatnio akcja ziemna była w brodnickim parku Jana Pawła II, blisko placu zabaw. Przyjechali strażacy, obejrzeli teren, podumali i przedzwonili do pogromcy ós.

Bez osłony

Dziwią się, że pogromca szerszeni, os i innych latających krwiopijców wchodzi do akcji bez specjalnego umundurowania, rękawic, osłony na twarz. Bynajmniej, nie jest to oznaką odwagi, ale wynika ze znajomości biologii, zachowania owadów. Trzeba z nimi grzecznie, bez zbędnych ruchów, bez okazywania nerwowości i strachu, przy zachowaniu pewnych środków ostrożności. Rzadko kiedy się zdarza, żeby rój pierwszy zaatakował. Oczywiście, reguły nie ma.
- Ostatnio zostałem wezwany do klasztoru franciszkanów w Brodnicy. Tylko otworzyłem drzwi na strychu. Ruszyły na mnie jak na filmie się ogląda. Byłem jednak przygotowany. Pełna rura z rozpylacza. Zakonnicy mogą spać spokojnie.


Artykuł, który prawdopodobnie ukazał się w Czasie Brodnicy

Drżyjcie szczury i wszelkie robale!

Brodniczanin Adam Szulwic zawodowo zwalcza osy, szerszenie, wołki zbożowe, mrówki faraona, muchy, prusaki. Ale najtrudniejsze zadanie czeka go zawsze, gdy musi stawić czoło szczurom. To niezwykle inteligentne zwierzęta. Na co dzień nie ma z nimi do czynienia, ale...

Jest 5 sierpnia 1999 rok. Trwają wieczorne wiadomości w komercyjnej stacji TVN. W połowie dziennika zaczyna się jeden z pierwszych reportaży w dziennikarskiej karierze śp. Marcina Pawłowskiego. Mówi o zdarzeniu w Brodnicy na osiedlu Grunwald. O tym, że szczur pogryzł 5-letniego Wojtka Pawłowskiego i nastąpiła inwazja tych gryzoni na nasze miasto.

- W każdym mieście w kanalizacjach są szczury, ale w tym roku w Brodnicy została zachwiana równowaga, bo szczury miały lepsze warunki bytowania – wyjaśniał przed kamerami deratyzator Adam Szulwic.

Ogólnopolskie media zadawały pytania, czy w Brodnicy doszło do inwazji szczurów? „Chyba tak” – stwierdziła dla „Expressu Bydgoskiego” Sekretarz Miasta Brodnicy Elwira Kempczyńska.

Obawy potwierdza Szulwic. Przypuszcza, że Grunwald zamieszkuje około 8 tysięcy szczurów wędrownych.

Sześć lat później

Od tamtego czasu w Brodnicy szczurom wywołano prawdziwą wojnę. Pomogło zarządzenie wojewody o obowiązkowej deratyzacji dwa razy do roku – w kwietniu i październiku – miesiącach największej migracji tych gryzoni.

- Można śmiało stwierdzić, że problemów ze szczurami w naszym mieście i okolicach już nie ma – przekonuje Szulwic. – Niebezpieczeństwo inwazji zostało zażegnane. Nie oznacza to oczywiście, że ich w ogóle nie ma. Są, bo szczury będą zawsze. Jest ich jednak tak mało, że nikomu poważnie nie zagrażają. Przypadek sprzed roku, kiedy pojawiły się na Nowej Kolonii, był wyjątkiem potwierdzającym regułę. Po prostu zapędziły się wtedy w kozi róg. Nie miały gdzie uciekać. Wyszły w jednym z bloków. Jeden w sedesie. Był bardzo zdezorientowany. Pamiętam, przyjechałem do przestraszonej rodziny. Na sedesie stało wiadro. Zdjąłem je, podniosłem klapę i z muszli wystawała głowa szczura, trochę zaczerwieniona, gdyż wcześniej mieszkańcy próbowali przegonić go polewając wrzątkiem. Pojechałem do domu po wiatrówkę. Gdy przybyłem po kwadransie, szczur cały czas tkwił w tym samym miejscu. Wycelowałem i zabiłem.

Uśmiercanie szczurów śrutem jest rzadkie, tak jak zapomniana już metoda łowienia przywódcy stada na wędkę. To jest zbyt czasochłonne.

- Ja wolę łowić ryby, a na szczury mam przede wszystkim chemię – mówi Szulwic.

Śmierć idzie z Kanady

W Polsce i Brodnicy występuje przede wszystkim szczur wędrowny. Przemieszcza się głównie przewodami kanalizacyjnymi.

- I właśnie głównie w studzienkach rozgrywa się z nimi walka – informuje Szulwic. – Do tego potrzebne są środki charakteryzujące się odpornością na wilgotność i nacechowane różnymi substancjami hormonalnymi, które będą atrakcyjne dla gryzonia. Co roku są unowocześniane. Jak szczepionka na grypę.

Najnowocześniejsze środki brodnicki deratyzator sprowadza z Kanady. Zawiesza je na sznurku, tak, aby przynęta wisiała 15 cm nad podłożem, co nie zagraża jej zniszczeniu przez wezbrane fekalia. Poprzez jej niepowtarzalny zapach i skład szczur nie może jej się oprzeć, nawet jeśli ma w pobliżu inny pokarm. I zajada się trucizną, której kolejnym atrybutem jest opóźnione, nawet o kilkanaście dni, śmiercionośne działanie. To sprawia, że szczur nie wie od czego ginie i nie może tej informacji przekazać innym członkom stada.

- Całkowicie zdezorientowane gryzonie, te, które przeżyły, opuszczają dotychczasowe terytorium – kontynuuje Szulwic. – Wszystko poszłoby jednak na marne, gdyby nie koordynacja w walce z nimi wszystkich właścicieli studzienek i przewodów kanalizacyjnych. W Brodnicy na szczęście współpraca pomiędzy Wodociągami, BTBS-em i Spółdzielnią Mieszkaniową jest wzorowa. Od lat trutki wykładane były równocześnie, stąd szczur nie miał bezpiecznej strefy w mieście i musiał wyemigrować. Gdzie? Może do Rypina?

Cwane bestie

O inteligencji szczurów krążą legendy. W blisko 20-letniej karierze deratyzatora Szulwic zapamiętał dwa przypadki dowodzące ich nietuzinkowego myślenia. 15 lat temu w Cielętach, w tamtejszym PGR-ze hodowano gęsi i bażanty. W okolicach las, pola i ugory. Idealne miejsce dla migracji szczurów, które dodatkowo miały pod nosem magazyn zbożowy. Wysypywano trutki, sprowadzono tuzin kotów, zastawiano pułapki, ale nic nie pomagało. Szczurów nie ubywało. Postanowiono zatem pobudować szczelny magazyn. Wkopano się na ponad metr w ziemię, wylano grube fundamenty i posadzkę z betonu i szkła, a następnie postawiono ściany i sufit bez żadnych okien i świetlików. Były tylko jedne metalowe wrota.

- Nie było możliwości się tam wśliznąć, a jednak szczury sobie z tym bunkrem poradziły – opowiada Szulwic. – Wkopały się pod posadzkę i wybrały ziemię na dwóch trzecich jej powierzchni. Magazyn pod swoim ciężarem się przechylił, pękł i powstała szczelina. Już w Cielętach nie ma hodowli.

Cztery lata temu do Szulwica zadzwoniła przestraszona kobieta informując, że w jej świeżo wyremontowanej kuchni, jeszcze nieumeblowanej, ma ogromnego szczura. Gdy przyjechał, gryzonia już nie było.

- Szczur, który wtedy znalazł się w potrzasku, znalazł niezwykły sposób na wydostanie się. Na pewnej wysokości był otwarty lufcik, ale dostać się można do niego było tylko po śliskiej ścianie. Szczur to nie mucha, wdrapać się nie mógł. Łapami tak rozmazał swoje odchody na ścianie, aby tworzyły przyczepną nawierzchnię. I w ten sposób wyszedł – kończy Szulwic.

 

Adam Szulwic

Zakład Dezynsekcji, Dezynfekcji i Deratyzacji prowadzi od 1987 roku. Wcześniej parał się innymi zawodami, m.in. przez rok kopał węgiel w jednej ze śląskich kopalni. W tym czasie ukończył szkołę zawodową, zdobył zawód mechanika maszyn i wrócił do Brodnicy. Tu podjął pracę w Rejonie Dróg Publicznych jako kierowca. Potem był taksówkarzem i ponownie kierowcą w państwowej firmie Trans Mlecz.

- Latem 1987 roku przyjechał do mnie w odwiedziny kuzyn z kieleckiego – mówi. – Jednego z wieczorów siedzieliśmy przy piwku i opowiedział mi o swojej pracy związanej z deratyzacją i dezynsekcją. Zainteresował mnie i postanowiłem podobny zakład otworzyć w Brodnicy.

Pierwszym zleceniem jakie otrzymał było oczyszczenie z much chlewnię PGR-u w Gwiździnach. Nie miał jeszcze opryskiwacza spalinowego i z owadami walczył urządzeniem napędzanym ręcznie.

- Trwało to sześć godzin – wspomina. – Ale się opłacało. Zarobiłem za to zlecenie tyle pieniędzy, ile bym zarobił przez miesiąc w dotychczasowej pracy.

Żonaty z Mirosławą doczekał się dwóch córek: Izy i Agnieszki. Z rodziną mieszkają jeszcze dwa psy: Oliwer i Czaki oraz dwa kotki: Rafał i Mały.

- Moje hobby to przede wszystkim wędkarstwo – informuje. – Ostatnio często wyjeżdżam na połowy na Morze Bałtyckie. Kilka tygodni temu złapałem dorsza, który ważył 8,2 kg (na zdjęciu).

PRUSAKI

- Charakteryzują się tym iż w chwili padania samica momentalnie składa jaja. Wielu ludzi zadowolonych z pierwszego zabiegu, widząc trupy dorosłych osobników, rezygnuje z dalszych. Nalegam, żeby przeprowadzić drugi, po dwóch trzech tygodniach, kiedy z jaj wyklują się młode, jednak w wielu przypadkach bezskutecznie. No i problem rozpoczyna się od początku. Prusaki w domu to niekoniecznie wynik brudu. Był przypadek, że przyjeżdżałem z nimi walczyć do jednego z bloków na osiedlu i okazało się, że wnoszone są one wraz z zakupami z jednego ze sklepów.

MRÓWKI FARAONA

- Jeszcze kilka lat temu był to taki sam problem jak ze szczurami. Ich egzystencji sprzyjały ściany działowe z gipsu w blokach. Walka była trudna, gdyż ich królowa gniazdo zakłada oddalone nawet o trzy kolejne pomieszczenia od występowania i żerowania jej robotnic. Nie pomagało zatem zatruwanie samych robotnic. Trzeba było wymyśleć i zastosować środek, który nie zabijał, a wnoszony był do gniazda i powodował bezpłodność królowej. Powiodło się. Od kilku lat o mrówkach faraona w Brodnicy nie słychać.

OSY I SZERSZENIE

- Prawdziwa plaga to lipiec i sierpień. W tym roku wzywany byłem do tych owadów blisko sto razy. Najczęściej do ośrodków letniskowych. Likwidacja ich polega na użyciu środków chemicznych, które powodują szybką śmierć i przy okazji likwidują ślad feromonowy. Oznacza to, że w tym miejscu przez długi czas żadne osy i szerszenie gniazda nie zbudują. A potrafią zbudować arcydzieła – nie tylko poprzez ciekawy kształt, ale także kolorystykę.

WOŁKI ZBOŻOWE

- Postrach magazynów zbożowych. Pasożyty te potrafią przez zimę zjeść nawet całe zboże z magazynu! Byłem już przywołany do jednego z gospodarzy, który poprosił mnie o ratunek. Za późno. Z 20 ton w magazynie zostało pół tony - same plewy. W walce z wołkiem najważniejsza jest profilaktyka. Jeżeli przed żniwami przeprowadzi się dezynsekcję silosu, to kłopot mamy z głowy. Jeżeli nie, to możemy spodziewać się nieproszonego gościa. Wtedy pozostaje jedynie zniszczyć je gazem lub ziemią okrzemkową. Takie zboże wtedy nadaje się już tylko na pasze. Odwianie martwych wołków ze zboża jest zbyt drogie i po prostu nieopłacalne. Rolnicy są w tym przypadku dobrze uświadomieni. Praktycznie wszyscy się zabezpieczają, wiedzą, że straty mogą być zbyt duże.

MUCHY

- Najwięcej zleceń na tępienie much w oborach i chlewniach mam latem. Muchy są bardzo uciążliwe dla krów i trzody chlewnej. Coraz bardziej doceniają ich niekorzystny wpływ na zwierzęta rolnicy. Niepokojone przez muchy krowy potrafią dać nawet o 15 procent mleka mniej.

DEZYNFEKCJA PO ZMARŁYCH

- Najbardziej nieprzyjemne momenty w mojej pracy, ale zdarzają się. Ostatnio musiałem przeprowadzić dezynfekcję w jednej z przenośnych szatni na budowie przed sklepem „Biedronka”, gdzie zmarł w nocy jeden z pracowników.

Napisali o nas - artykuł "Czas Brodnicy"

link do artykułu
http://www.czasbrodnicy.pl/czasbrodnicy/1,93191,8222241,Sasiedzki_piknik_bez_komarow.html


czas brodnicy


 

Napisali o nas

pobierz cały artykuł w formacie pdf

szczurolap1
szczurolap2

Odsłon artykułów:
81305