•  Zadzwoń: +48 603 341 806

  •  Email: szulwic@op.pl

  •  adam@szulwic.pl

  • DEZYNFEKCJA - DEZYNSEKCJA - DERATYZACJA - BRODNICA KUJAWSKO-POMORSKIE

499

Jest mechanikiem samochodowym. W drugiej branży działa niszcząco zadając śmierć - osom, szerszeniom, czasami pszczołom. Taka praca.

Adam Szulwic z Brodnicy czeka. Jeżeli nie ma telefonu, robi swoje w warsztacie samochodowym. Ale telefon zadzwoni, prędzej czy później. Najpierw delikwenci dzwonią do straży pożarnej, że podwiesiło im się gniazdo os. Strażacy kiedyś się tym parali, ale Adam Szulwic i jego ludzie z firmy mają większe możliwości. Wejdą tam, gdzie strażak się nie przeciśnie. Więc dyżurny strażak podaje namiary.
- Prawdę mówiąc, to oni sami mnie zachęcili, żebym się wziął za osy, szerszenie, pszczoły. Wcześniej zajmowałem się tylko komarami, muchami, innymi krwiopijcami. Robię to do dziś, ale od kilku lat dominują właśnie osy.
Cały dowcip polega ponoć na tym, żeby zniszczyć tzw. ślad feromonowy. Osy bowiem, podobnie jak pszczoły i szerszenie, zostawiają po sobie ścieżkę, którą podążają z najdalszych stron. Chemiczne uderzenie powoduje, że ten most im się urywa.
- A szerszeń przebije się przez półcentymetrowej grubości materiał. Żądło ma osiem milimetrów długości i wali nim po kilka, kilkadziesiąt razy. Nie zostawia go w ciele ofiary. Po prostu rąbie ile wejdzie. Na dodatek wstrzykuje substancję paraliżującą.

Wieczorem

- Czasami klient prosi, żeby przyjeżdżać natychmiast, w południe. Jedziemy z pracownikiem, likwidujemy gniazdo, a wieczorem gość dzwoni, że jest ich jeszcze więcej. Oczywiście, to tylko pozory. Osy odlatuje nawet na pięć kilometrów. Wracają wieczorem i kłębią się wokół dawnego gniazda i wtedy zaczyna się problem, trzeba działać.

Przyzwyczajenie

Osy, szerszenie, pszczoły przyzwyczajają się do zapachu domowników. Nie są dla nich groźne. Agresywne stają się, gdy do domu przyjedzie ktoś obcy, na party w ogrodzie, na grilla. Wtedy mogą zaatakować. Zaczynają atakować także wtedy i to każdego, gdy poczują jakiś nieznajomy zapach perfum, wody po goleniu, coś w aerozolu. Przyzwyczajenie do osoby, domownika, przestaje funkcjonować.
Podwórko, stare budki na drewno. Dzieciaki z ulicy Przykop w Brodnicy wyszły z piłką. Któryś trafił piłką w tą graciarnię. Nawet właściciel nie wiedział, że akurat tam osy zbudowały gniazdo. Po uderzeniu w drewniane wrota ruszyły wściekle. W szpitalu uratowano małych piłkarzy.

Na przystanku

- Pamiętam rój, który okleił wiatę przystanku autobusowego w pobliżu Bramy Chełmińskiej. Wyglądało to niesamowicie. A wszystko zaczęło się od stłuczonej butelki po syropie, ktoś ją tam podrzucił. Matka, zwabiona zapachem słodyczy, zasiadła pod wiatą, wkrótce wszystkie pszczoły. Cały rój zasiadł na przystanku. Tam jedna mnie użądliła.

Gniazda w ziemi

Bywają. Czasami na działce, w przydomowym ogródku, kręcą się przy ziemi. Chęć zniszczenia jest ogromna, tym bardziej że na takiej właśnie działce mamy jakiś sprzęt - łopatę, grabie, gracę. Albo konewkę z wodą. Zalewamy gniazdo, uważając, że już po wszystkim. A na to jeszcze wściekły atak łopatą. Wtedy reagują z jeszcze większą agresją i złością niż my. Człowiek przegrywa. W najlepszym razie wyjdzie z tego obolały, wiadro zamiast głowy, w najgorszym - śmierć. Tych ziemnych gniazd lepiej nie ruszać.
Ostatnio akcja ziemna była w brodnickim parku Jana Pawła II, blisko placu zabaw. Przyjechali strażacy, obejrzeli teren, podumali i przedzwonili do pogromcy ós.

Bez osłony

Dziwią się, że pogromca szerszeni, os i innych latających krwiopijców wchodzi do akcji bez specjalnego umundurowania, rękawic, osłony na twarz. Bynajmniej, nie jest to oznaką odwagi, ale wynika ze znajomości biologii, zachowania owadów. Trzeba z nimi grzecznie, bez zbędnych ruchów, bez okazywania nerwowości i strachu, przy zachowaniu pewnych środków ostrożności. Rzadko kiedy się zdarza, żeby rój pierwszy zaatakował. Oczywiście, reguły nie ma.
- Ostatnio zostałem wezwany do klasztoru franciszkanów w Brodnicy. Tylko otworzyłem drzwi na strychu. Ruszyły na mnie jak na filmie się ogląda. Byłem jednak przygotowany. Pełna rura z rozpylacza. Zakonnicy mogą spać spokojnie.

zródło: http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20060804/POLECAMY/60804049